Polacy za usługi bankowe płaca najwięcej w Europie
dodane 2006-02-06
W relacji do dochodów ceny usług finansowych w Polsce należą do najwyższych w Europie. Polacy dużo płacą za usługi finansowe, bo są mało aktywni w ich wykorzystywaniu - napisali w udostępnionym PAP opracowaniu analitycy Expandera, firmy zajmującej się doradztwem finansowym.
Z danych Eurostatu - unijnego urzędu statystycznego - wynika, że dla statystycznego Polaka opłaty związane z usługami finansowymi stanowią ok. 2,2 proc. całkowitej kwoty wydatków konsumpcyjnych.
Średnia dla Unii Europejskiej to niewiele ponad 1 proc., a np. na Węgrzech wskaźnik ten wynosi tylko 0,5 proc.
W Polsce liczba rachunków bankowych w porównaniu z liczbą gospodarstw domowych, jest znacznie niższa niż średnia w regionie czy w Europie Zachodniej. Z danych firmy Forrester Research wynika, że rachunek bankowy posiada jedynie 44 proc. Polaków. Na zachodzie Europy znacznie więcej, bo aż 84 proc. W niektórych najbardziej rozwiniętych krajach wskaźnik ten przekracza 90 proc.
W warunkach malejącej inflacji, przy zmniejszającej się marży odsetkowej (różnica między oprocentowaniem kredytów i depozytów), banki zastępują dochody z odsetek - dochodami z innych opłat.
"W Polsce marża odsetkowa wynosiła jeszcze niedawno ponad 10 pkt proc., co pozwalało bankom pokryć wysokie koszty działania i ryzyko kredytowe. W ubiegłym roku w bankach komercyjnych kształtowała się ona na poziomie 3,2 pkt proc., a według firmy McKinsey do roku 2010 spadnie do ok. 1,7 pkt proc. Zyski z odsetek dodatkowo obetnie ustawa antylichwiarska" - czytamy w analizie.
Expander zwraca uwagę, że opłaty i prowizje w największych polskich bankach to jedynie ok. 20-25 proc. ich łącznych dochodów. Tymczasem w najlepszych zachodnich instytucjach wskaźnik ten jest nawet dwa razy wyższy. Polskie banki muszą więc podwyższać opłaty za najpopularniejsze produkty i usługi.
Banki nie mają też dostatecznych przychodów z kredytów. Choć akcja kredytowa rośnie "to i tak udział kredytów detalicznych w stosunku do PKB w Polsce wynosi zaledwie 7-8 proc. w porównaniu do 53 proc. dla krajów UE" - czytamy w analizie.